Co z elastycznym?…
Kredyty hipoteczne od lat cieszą się dużym powodzeniem wśród klientów nie tylko polskich banków. Powodów jest co najmniej kilka, a jednym z najważniejszych jest niskie oprocentowanie oraz bardzo długi okres kredytowania, sięgający nawet 45 lat. Kredyt hipoteczny to jednocześnie najłatwiejszy i najprostszy sposób na własne mieszkanie. Jedynym jego mankamentem jest tytko to, że może być wykorzystany tylko i wyłącznie na zakup, remont bądź budowę mieszkania. Jeszcze rok temu rynek kredytów hipotecznych kwitł. Deweloperzy mogli ten kredyt bez żadnych problemów uzyskać i budować całe kompleksy mieszkaniowe, natomiast klienci indywidualni, również nie mając większych kłopotów z kredytowaniem hipotecznym, mogli te mieszkania nabywać. Jedynym mankamentem tamtego czasu były ceny mieszkań. Po prostu ze względu na popyt, cena metra kwadratowego oscylowała już w granicach absurdu. Jedna z teorii załamania się rynku finansowego głosi, że to właśnie przeinwestowanie w kredyty hipoteczne doprowadziło do kryzysu, a przynajmniej zapoczątkowało ten proces. Wszystko zaczęło się w Ameryce, chociaż w tym kraju nie tylko o przeinwestowanie w hipoteczne chodzi. W pewnym okresie niemal każdy szanujący się obywatel USA za punkt honoru stawiał sobie posiadanie już nie kilku kart kredytowych, lecz nawet kilkunastu. Doszło nawet do takiej sytuacji, że zaciągane w ten sposób przez Amerykanów kredyty, znacznie przekraczały ich miesięczne dochody. Kiedy banki zorientowały się w sytuacji /same sobie nawarzyły tego piwa/ było już za późno. Wielu Amerykanów potraciło swoje „hipoteczne domy”, jeszcze więcej potraciło swoje zastawione majątki. Kryzys zapoczątkowany w USA zaczął rozlewać się na inne kraje świata. W Polsce rynek kredytów hipotecznych również runął. Banki, jeżeli nie zaprzestały całkowitego kredytowania to z pewnością znacznie go ograniczyły zaostrzając tym samym warunki ich przyznawania. Cały nasz rynek mieszkaniowy runął jak przysłowiowy domek z kart. Deweloperzy nie budują, bo banki wstrzymały im hipoteczne kredytowanie, a skoro nie budują to i ich nie sprzedają. Klienci natomiast nie kupują, ponieważ banki i ich potraktowały w podobny sposób. A było tak pięknie. Na przykład w kwietniu 2008 roku jako pierwszy na naszym rynku Polbank, wprowadził do swojego wachlarza produktów, tzw. elastyczny kredyt hipoteczny. Była to nowość i szalenie atrakcyjny towar. Jaka była jego zaleta? Po pierwsze elastyczny kredyt hipoteczny umożliwiał swobodne regulowanie wysokością rat kredytowych. To znaczy kredytobiorca mógł je dostosowywać do swoich zdolności kredytowych. W związku z tym klienci Polbanku, mogli nawet 2 razy w ciągu roku zmieniać wysokość nawet 6 rat, a raz nawet całkowicie z wpłaty zrezygnować. Taką możliwość otrzymywali klienci Polbanku po 12 miesięcznym regularnym spłacaniu zaciągniętego kredytu. To była wtedy rewolucja na rynku kredytów hipotecznych. Niestety jakoś nie słychać o tym, żeby inne banki powieliły ten pomysł, niewiele też słychać, czy Polbank kontynuuje swój pomysł. Jedyne co słychać o kredytowaniu hipotecznym to fakt, że banki nie chcą już pożyczać na hipotekę.